namowa Leo.
Posted in barceloński burdel. on maj 4, 2008 by queenofhighwaysGodzina 12.00, dom Leo
- Stary słyszałeś newsa dnia? – spytałem Leo leżącego przed TV obżerając się chipsami.
- Wiesz siedzę tak od wczoraj więc obawiam się, że nie. O co kaman?
- Zbieraj tyłek z łóżka, pakuj walizki i bierz kasę od starych, bo jutro wyruszamy na podbój świata!
- Lecem, pendzem. Co znowu żeś sobie ubzdurał w tej swojej nacelowanej główce?
- Jeszcze się głupio pytasz! No jak to co, wybywamy w podróż dookoła świata. Może nie w ogólnym znaczeniu tego słowa , gdyż aktualnie mam na myśli tylko Europę. Lecz nie martw się po zdobyciu Nowego Lądu udamy się do Afryki, Azji i tych innych państw czy jak to się mówi.
- My? W tym momencie żartujesz. Nie ma NAS. Jestem tylko ja i ty, osobno. A gdyby nie twoi starzy nie byłoby nawet ciebie, więc nie wyskakuj mi z tekstami, że zrobiMY to, pojedzieMY tam, bla bla bla… Zresztą podaj mi choć jeden mocny argument, który przekona mnie do przemyślenia twojego ‘zacnego planu’.
- Daj pomyśleć. – skubany osobnik, czemu nigdy nie może zrobić tego co mu powiem…? Zawsze musi mieć jakieś ‘ale’. Kretyn. – Teraz słuchaj mnie uważnie. Mówisz, że nie ma NAS, ok. Jeśli wyjedziemy w taką podróż odnajdziemy tych NAS. Już nie będzie ciebie i mnie osobno. Od tego momentu będziemy jednością , będziemy mieć jedno nazwisko, jedną żonę i jedno łóżko. I nie waż się teraz powiedzieć iż tego nie chcesz, bo wiem, że chcesz choć jeszcze tego nie wiesz.
- Obawiam się, że jednak ci to nie wyszło, ale możesz próbować dalej.
- Chłopie pomyśl ile będziesz miał lasek. W dodatku gwarantuje ci, że jak będziemy we Francji spotkasz tą swoją wymarzoną Żydówkę. Masz to jak w banku. Czuję to!
- Dobra! O której jedziemy? Mogę być gotowy za godzinę.
- Nie tak szybko. Wyjeżdżamy jutro, bo wieczorem umówiłem się z Klementyną i liczę na małe co nieco na pożegnanie.
- W takim razie zdążę pójść do fryzjera. Muszę jakoś wyglądać gdy już będziemy w tej Francji. Moja księżniczka musi zobaczyć wszystkie moje wdzięki przy pierwszym spotkaniu.
- To może lepiej będzie jeśli się przed nią rozbierzesz? – powiedziałem wybuchając śmiechem.
- Ha! Ha! Ha! Jesteś tak samo dowcipny jak widok murzyna w Afryce…
- Dobra Leo, wyluzuj. ‘Reeelaaaaxxxx, taaakeeee it eeeeeaaaasy!’
- Nie śpiewaj w mojej obecności. Delikatnie ujmując nie lubię tego o czym sam dobrze wiesz.
- To nie! Nie wiesz co tracisz. –zbulwersowałem się.
- Może idź już do siebie i zacznij przygotowywać się do spotkania z Klementyną?
- Wyganiasz mnie?
- Tak. Zastanawiam się tylko jak na to wpadłeś.
- To pa! Nie musisz mnie odprowadzać do drzwi, sam trafię!